Joanna Bator po raz pierwszy: „Purezento”

Prezent, podarunek, niespodzianka, po japońsku „purezento” – taki tytuł nosi najnowsza (choć już nie nowa) powieść Joanny Bator. Jej pisarstwo kojarzy się niezmiennie z tzw. trylogią Wałbrzyską („Piaskowa góra”, „Chmurdalia”, „Ciemno, prawie noc”), choć popełniła w swoim życiu także kilka książek inspirowanych krajem kwitnącej wiśni. O czym jest „Purezento”?

IMG_3198

Zacznijmy od początku, czyli momentu, w którym poznajemy główną bohaterkę. W jej życiu nie dzieje się dobrze: traci chłopaka w wypadku drogowym, dowiadując się przy okazji, że nie była dla niego jedyną. Z letargu pracy i żałoby wyciąga ją niecodzienna propozycja, która jest szansą na przerwanie wegetacji. Ma wyjechać do Tokio, by zaopiekować się domem i kotem pani Myoko, która jest uczestniczką zajęć z języka polskiego. Brzmi niedorzecznie? Zupełnie nie ma się takiego wrażenia w trakcie lektury i przyjmujemy to równie naturalnie, jak to, że z dnia na dzień można wyjechać na drugą stronę globu, by robić… no właśnie, co? Do opieki nad czworonogiem dołączają warsztaty kintsugi – dawnej metody naprawy potłuczonej ceramiki, która polega na sklejeniu i wypełnieniu uszczerbków złotem (co także objaśnia nam estetykę okładki!).

IMG_3201.jpg

W Japonii jej dotychczasowe życie staje się odległe nie tylko geograficznie, ale także dalekie od obecnej rzeczywistości. Wspomnienia wciąż jeszcze atakują w ruchliwym krajobrazie miasta i ze spokojnych twarzy nieznanych osób. „Rekiny ludojady”, które paraliżują myśli, pojawiają się coraz rzadziej… Tokijskie życie wypełnia zen – kontrolowanie swojej świadomości i skupianie uwagi na byciu „tu i teraz”. Każdy, kto próbował tej sztuki wie, że nie jest to ani proste, ani przyjemne – przynajmniej nie na początku tej drogi. Nasza bohaterka próbuje zebrać swoje myśli, klejąc z uwagą kolejne skorupki potłuczonego szkła. Z czasem, także jej los zaczyna przybierać kształt – nowy, inny.

IMG_3193

Brzmi to dość banalnie: najpierw niepowodzenie losowe, później nagły wyjazd i na końcu niespodziewana miłość. Oby nikt nigdy nie podsumował w ten sposób książki Joanny Bator. Zawiera ona w sobie całe spektrum opowieści, z którymi płyniemy spokojnie, orientując się, że nagle musimy wysiąść na brzegu. Jest w całej historii ta magia nieznanego orientu, o której marzymy myśląc, że fajnie byłoby tam przeżyć w jakiejś innej galaktyce. Jest o dreszczyku rowerowej przejażdżki bez mapy, ciekawości tego, dokąd jadą współpasażerowie pociągu i frustracji, że nie spełniliśmy oczekiwań swojej mamy. Jest to czyjaś ziemska wędrówka, która w końcu gdzieś, komuś mogła się wydarzyć. Do bólu nieprzewidywalna, chwilami gorzka (jak przy wspomnieniu bycia porzuconym w dzieciństwie), a innym razem o smaku umami –  w końcu bowiem nawet życie „chwilami bywa znośne”.

 

Zośki Papużanki „Świat dla Ciebie zrobiłem”

Największa frajda płynąca z czytania nowej lektury to brak oczekiwań – i choć Zośka Papużanka nie jest debiutantką, dotychczas nie było mi po drodze z powieściami autorki. Najnowsza jej książka pt. „Świat dla Ciebie zrobiłem” to zbiór opowiadań o jednym wspólnym mianowniku, jakim jest człowiek. To właśnie wokół tego epicentrum roztacza się pajęczyna niejednoznaczności i życiowych wypadków. Emocje, jakie towarzyszą bohaterom, stają się wraz z lekturą tymi, które niepostrzeżenie zaczynamy współodczuwać.

IMG_1593

Kwestia wzajemnych więzi ujawnia się niewinnie w każdym z dwunastu opowiadań: wszyscy bohaterowie zdają się być kolejno niewolnikami jakiegoś związku emocjonalnego z innymi i samym sobą. Pierwszy z nich zabiera nas w podróż w niespodziewanie jednoosobowy weekend – wbrew planom, które zakładały udział jego najbliższej („Kaprys”). Choć konsekwentnie i uparcie postanawia wypocząć, już początek wyjazdu jest niespokojny – jakby niepełny… . Czy wbrew przekonaniu, że człowiek stanowi tylko połówkę pomarańczy, samotne wczasy to wciąż dobry sposób na odpoczynek? Samotne podróże preferuje natomiast Marysia, która przecież „zawsze prosiła o pokój jednoosobowy” („212”), a ku własnemu zaskoczeniu odkrywa jak wielką frajdę sprawia rozmowa z nieznajomą imienniczką, z którą przyszło jej dzielić apartament. Hotelowe cztery ściany to jedno, a co jeśli duży dom wypełniony jest nieobecnością bliskich, którzy kochają wielkomiejski szum? Tak właśnie rysuje się kontekst w kolejnym opowiadaniu („Daleko”), w którym „wsi spokojna, wsi wesoła” rajcuje tylko starsze pokolenie. Generacja „młodych” nie chce uprawiać kapusty i dźwigać ze studni wiader z wodą. Tylko jeszcze najmłodsi chcą gonić za motylami…

IMG_1671

Książka Papużanki to szuflada z fotograficznymi skrawkami cudzych historii. Poznamy do bólu dokładny przepis na owoce w kruszonce przyjaciółki, tragikomiczną podmianę kota sąsiadom czy nazwy gwiezdnych konstelacji na czele z Wielką Niedźwiedzicą. Na zmianę śmiejemy się z rosnącej listy niezbędników wyprawianej z rodzinnego domu panny, by później z zapartym tchem słuchać monologu samotnej wdowy, której po śmierci męża pozostały zacierające się w pamięci wspomnienia. Autorka żongluje na zmianę patosem i fraszką, nie przyzwyczajając czytelnika na dłużej do konkretnego stylu. Forma podlega treści i wraz z nią zmienia kształt. Nie każda z historii urzeka mnie w tym samym stopniu: odległa jest mi na przykład wizja, którą roztacza część zatytułowana „Spotkałem opowiadanie”. Na wskroś literacko pochodny obraz rozmywa się przed moimi oczami i nie nadążam za kolejnymi zdaniami – choć może taki był cel? Nie trudno się zgubić w plątaninie struktur gatunku każdemu, kto nie przywykł do surrealizmu literaturoznawczego.

IMG_1874.jpg

Niekwestionowanym wartością książki jest próba ukazania złożoności ludzkiej psychiki: autorka przedstawia nam kolejnych bohaterów o bardzo różnej motywacji i w obliczu rozmaitych sytuacji. To ludzie i zdarzenia, które się wydarzają, są gdzieś obok. To wypadki losowe i zwroty akcji, które kładą się cieniem na przyszłość. Co sprawia, że nagle przypomina nam się czym jest dialog i że mamy sąsiadkę, której nigdy nie powiedzieliśmy „dzień dobry”? Dlaczego jest w nas tyle strachu przed spojrzeniami innych – obcymi, ale przecież niekoniecznie nieżyczliwymi? Gdzie chcemy uciec od tych oczu, które są w istocie takie same wszędzie? Bo przecież możemy jeść straciatellę w słonecznej Italii, ale nadal będziemy tym, kim byliśmy wyjeżdżając. Nie jest to książka, która zachwyci każdego. Miłośnicy monologowego „Traktatu o łuskaniu fasoli” mogą zatęsknić za rozwinięciem wywodu pt. „Trudno”. Pisarstwo Papużanki, analizowane w oderwaniu od poprzednich nagradzanych dzieł, jest w istocie jakieś: jest w nim nonszalancja słownych gierek i jednocześnie pokora wobec języka powszedniego. Zmienny sposób narracji cechuje jedno: mikroskopijne spojrzenie. Zwykło się mawiać, że świat budują szczegóły i ta puenta przebija przez kolejne karty pisarstwa Papużanki. Z pewnością nie każde opowiadanie zmienilibyśmy w kilkuset stronicową powieść – ja najchętniej przeczytałabym „Ślady” w wersji „pełnometrażowej”. Ta historia ma swój początek w wigilię, czyli w moje najmniej ulubione święta w roku. To tu pada tytułowe „świat dla ciebie zrobiłem”, gdy mały Staś daje siostrze posklejany śliną opłatek. Nie to jest jednak sednem historii: kluczowe wydaje się być niewinne podobieństwo ojca rodziny do spotkanego w mieście pana, do którego tuli się obca dziewczynka. Ile trzeba mieć w sobie siły, by w obliczu takiego obrazka zachować spokój, powstrzymać wybuch emocji? Jaką trzeba być kobietą, by w takiej sytuacji pomóc „tej drugiej”? Tą bohaterkę chciałabym poznać bliżej, jak również jej uczucia, emocje, punkt widzenia i dalsze losy. Istnieje tradycja przyznawania przeczytanym książkom punktów – w zależności od tego, jak bardzo się podobała przeczytana treść. Ja polecam ją bez wahania – ale bez punktowo!

IMG_1973